Demokracja = Mediokracja dla Imbecylów.

 

Socjolodzy mówią dzisiaj o „Demokracji Mediów“, a właściwie o „Mediokracji“. W rzeczy samej, przy pomocy  mediów w t.zw. „otwartym społeczeństwie“ jest wszystko możliwe, bez nich względnie przeciw nim, nie można dzisiaj nic zdziałać.  Od długiego już czasu nie orientują się przeróżne towarzystwa i społeczeństwa oraz osoby prywatne a nawet partie polityczne w sprawach polityki i zagadnień socjalnych według partyjnych programów a nawet konstytucji, czyli na rzekomych podstawach demokracji : egzekucji, legislacji i jurysdykcji, lecz według tego czym świecą im przed oczami media. Znane ogólnie pojęcie „ulubieniec mediów“ w odniesieniu do osób lub grup użyte w sensie negatywnym czy pozytywnym załatwi każdego polityka lub partię, względnie wprowadzi największego durnia na piedestał. Władza się przesunęła,  związki zawodowe, partie, inne organizacje a nawet kościół nie mają w otwartym konflikcie żadnej szansy jeżeli media wystąpią przeciw nim. Głośna swego czasu sprawa rzekomych czy prawdziwych księży homoseksualistów jest tego przykładem. Gdyby postępowanie mediów i władza prowadziły do większej demokracji, względnie występowały w jej obronie, dałoby się jeszcze żyć. Tego jednak się nie robią. Twórcy programów publicystycznych i dzienników jak i dziennikarze gazet nie są niezależni, a szczególnie nie są nimi w demokracji. Muszą chodzić na smyczy koncernów medialnych za którymi stoi dużo pieniędzy, pracują na zasadzie „kto dużo płaci ten decyduje“. To co piszą i przekazują (TV) nie jest wyrazem ich niezależnego myślenia tylko wypocinami zniewolonego(forsą) umysłu,  pospolitego tchórzostwa, braku charakteru i moralnego upadku. Na prawdziwe niezależne pismo nie może już żaden wydawca sobie pozwolić, zostanie w najlepszym wypadku zaszczuty i doprowadzony do bankructwa, w gorszym czeka na niego jedna rozprawa sądowa za drugą. Tolerowane jeszcze tu i ówdzie gazety o małym nakładzie finansowane z prywatnych zasobów wydawcy pomijane są milczeniem, nigdzie nie są cytowane i ogólnie nieznane, zwykle też „ostemplowane“ jako reakcyjne czy wprost „nazistowskie.“ Co w tej materii mówią fakty ?   W USA w 1981 r. 20 przedsiębiorstw kontrolowało 11.000 Magazynów, siedem lat później tylko trzy. 15 przedsiębiorstw kontrolują cały rynek medialny w tym  rynek gazet, Magazynów, TV, wydawnictw książek i filmów. Szef Telecommunications Inc. (TCI) John Malone twierdzi, że w przyszłości tylko dwa-trzy przedsiębiorstwa będą dostarczać przy pomocy super- informacyjnych–autostrad, wyselekcjonowane wiadomości w formie usług telekomunikacyjnych. Rupert Murdoch potentat wydawniczy osobiście stwierdza : „Monopol jest straszną rzeczą – do z nienawidzenia“. 

W BRD nie jest inaczej, miliony czytelników gazet którym oferuje się szeroką paletę wydawnictw nie ma żadnego pojęcia w czyich rękach się znajdują i kto decyduje o ich zawartości. SPD, partia o rzekomym profilu robotniczo-pracowniczym jest jednym z największych właścicieli licznych gazet i redakcji które systematycznie od 1971 skupywała. To powiązanie (państwowej) socjaldemokratycznej  partii z niezliczonymi tytułami codziennych gazet jest w BRD jednorazowe, jeżeli weźmiemy pod uwagę wpływ jaki może wywierać ta partia na redakcje i dziennikarzy jako ich pracodawca, staje się jasne, że mimo ogromnych finansowych skandali i powszechnej gospodarczej niekompetencji cieszy się ona od 57 lat  popularnością oscylującą w granicach 25-40%. Przeprowadzona przed laty ankieta wśród  36.000 zatrudnionych na stałe dziennikarzy i 18.000 t.zw. „wolnych“ żurnalistów wyjaśnia wszelkie wątpliwości, 21.1% określiło się jako „lewicowi- liberałowie“, 19.3% jako „liberałowie“, 16,4 % jako „socjalni demokraci“, 9,8 jako „zielono-alternatywni“ 3,2% jako „socjaliści“. Razem wychodzi 69,6%, a więc dwie trzecie lewicowców. Z tej pozostałej jednej trzeciej 8,1% określiło się  jako „chrześcijańscy-demokraci“, 4,6% podało się za „prawicowych-liberałów“ i akurat 2,4% jako konserwatyści. W obliczu tych liczb oraz tego co przestawiłem wyżej, każdy który oczekuje w mediach wyważonej i obiektywnej informacji jest fantastą ! Ten medialny pluralizm jest totalną farsą, a tym samym jest nią również wciskana z każdej i coraz liczniejszych propagandowych tub....„demokracja“! System w którym żyjemy jest do szczętu skorumpowany i stał się w tej formie przeżytkiem. O ideologicznej równowadze nie może być już mowy, ogół czyli naród  został wyprowadzony na manowce i ulega degeneracji. Fischer, zielony minister spraw zagranicznych mówił o „kulturalnej większości“ którą jego partia dysponuje, a sekretarz generalny SPD o „strukturalnej większości“, przy czym Fischer miał na myśli myślenie i postępowanie multikulturalne, a ten drugi z SPD strukturalną przebudowę niemieckiego społeczeństwa, co w sumie na jedno wychodzi, dąży się świadomie do rozwalenia niemieckiego narodu i zastąpienie jego  narodowościową mieszaniną, czarnych, żółtych i...zielonych. Już bardzo dawno temu komuniści wprowadzili pojęcie „kulturalnej hegemoni“ mając na myśli oczywiście własną hegemonię nielicznych wybrańców wiadomego pochodzenia nad kupą kolorowych bastardów. Przy takiej mieszaninie można przy  pomocy mediów zapanować nad ich umysłami i przy  zręcznej manipulacji zaprogramować każdy wynik wyborów. Nie jest to katastroficzna wizja jak nie jednemu może się wydawać, to jest współczesna rzeczywistość z daleko już zaawansowanym programem. Wystarczy przejść się po ulicy. W tym medialnym krajobrazie nie potrzeba cenzury do której musiał uciekać się judeo-komunizm, dzisiaj  spadkobiercy tego kierunku chodzą w garniturach od Armandiego i ręcznie szytych budapeszteńskich butach,  drukują  we własnych wydawnictwach, a w redakcjach pracuje pod dyktando za sutym wynagrodzeniem armia zdeprawowanych pisarczyków.  To prawo do swobodnej wypowiedzi i obowiązujące prawo do wolnej prasy jest w BRD-owskiej „wolnej demokracji“ kolejną farsą, ta realna władza siedzi za kulisamii,  ci na arenie (politycznej) to czystej wody marionetki. Cały ten medialny cyrk spływa wieczór w wieczór z telewizyjnej skrzynki do każdego mieszkania, w którym to serwowanym przedstawieniu - nawet z tą przysłowiową świecą - próżno szukać różnorodność myśli, kontrowersji,  pomysłów czy ciekawych politycznych programów, wszystko skrojone na jedną modłę i według jednego scenariusza. Fundamenty dotychczasowej polityki uległy tektonicznym przesunięciom. „Logika Mediokracji wypiera na całej lini partie na skraj wydarzeń“- pisze politolog Thomas Meyer.

Wzrastająca ilość kanałów TV nic nie zmienia, tam gdzie rządzi prawo wolnego rynku, a rządzi też na rynku medialnym (?), powinno się oczekiwać wzrastającą liczbę  schowków i niekonformistycznych rubryk, tak nie jest. Tłumaczyć można to tylko tym, że te „niezależne“media są właśnie uzależnione i w całości sprzedajne. „Der Tagesspiegel“,- jedna z.tzw. gazet „niezależnych i „opiniotwórczych“ pisała (27.11.02.) w artykule wstępnym, że Schröder obiecał Izraelowi rakiety przeciwlotnicze w razie gdyby musiał „bronić się przed irackim atakiem“, tymczasem Izrael jest czwartą potęgą militarną na świecie, dysponuje 200 rakietami kontynentalnymi z głowicami jądrowymi, a w Iraku przez 10 lat bombardowało się każdą wykrytą stację radarową i pozycję obrony przeciwlotniczej, oraz inne prymitywne pozycje militarne, codziennie dokonuwało się nad Irakiem loty zwiadowcze, znane był ogólne (beznadziejne) wyposażenie armi irackiej, co absolutnie wykluczało przygotowanie jakiejkolwiek agresji, nie mówiąc już o jej przeprowadzeniu. Przykład ten jest potwierdzeniem totalnego lekceważenia czytelnika, informacyjnego absurdu i umyślnej dezinformacji dokonywanych przez redakcyjnych dziennikarzy- rzezimieszków.

t.v.r.